Jako psycholog z wieloletnim doświadczeniem często spotykam się z pytaniem: czy to, co przeżyli nasi dziadkowie i rodzice, naprawdę może wpływać na nas i nasze dzieci? Innymi słowy – czy przekazujemy dzieciom emocjonalny bagaż, nawet jeśli sami nie przeżyliśmy wojny, głodu czy przemocy? Odpowiedź brzmi: tak, choć mechanizmy tego zjawiska są bardziej subtelne, niż mogłoby się wydawać.
Czym jest trauma pokoleniowa?
Trauma pokoleniowa, zwana również traumą transgeneracyjną, to nie tylko opowieść o historii rodzinnej, ale realny wpływ dawnych doświadczeń na współczesne życie. Wyobraźmy sobie, że emocjonalny bagaż – strach, poczucie winy, brak zaufania – nie zostaje całkowicie przepracowany. Wtedy może on zostać przeniesiony na kolejne pokolenia, jakby ukryty w niewidzialnym plecaku, który dziecko otrzymuje od rodziców, nawet jeśli nikt tego nie planował.
Jak przekazujemy emocjonalny bagaż?
Przekazywanie traumy pokoleniowej odbywa się na kilku poziomach.
Po pierwsze, poprzez sposób komunikacji – czasem pełen opowieści o trudnych wydarzeniach, a czasem naznaczony milczeniem i tabu. Dziecko wyczuwa emocje rodziców, nawet gdy o nich się nie mówi.
Po drugie, przez wzorce relacyjne. Rodzic, który sam nie czuje się bezpiecznie w świecie, często nieświadomie uczy dziecko nieufności lub nadmiernej czujności. Jeśli mama czy tata reagują na życie lękiem, dziecko przejmuje ten sposób patrzenia na rzeczywistość.
Po trzecie, istotną rolę odgrywa emocjonalna atmosfera domu. Nierozwiązana trauma może sprawiać, że w rodzinie brakuje miejsca na swobodę, zabawę czy otwarte wyrażanie uczuć. Zamiast tego pojawia się napięcie, trudne do nazwania uczucie „ciężaru”.
Skutki traumy pokoleniowej u dzieci
Dziecko, które dorasta w cieniu traumy pokoleniowej, może odczuwać nieuzasadniony lęk, mieć trudności z regulacją emocji czy problem z budowaniem zaufania do innych. Czasem widzimy nadmierną odpowiedzialność – jakby maluch od początku dźwigał więcej, niż powinien. Innym razem to ucieczka w milczenie, izolację czy brak wiary we własne możliwości.
W gabinecie spotykam osoby, które mówią: „Nie wiem, skąd we mnie ten strach. Przecież nic złego mnie nie spotkało”. Kiedy zagłębiamy się w historię rodziny, okazuje się, że dziadkowie przeżyli wojnę, rodzice dorastali w atmosferze biedy lub represji, a emocjonalny bagaż – choć nieuświadomiony – został przekazany dalej.
Czy zawsze musimy powtarzać ten schemat?
Na szczęście odpowiedź brzmi: nie. Świadomość istnienia traumy pokoleniowej to pierwszy krok do tego, aby jej nie powielać. To trochę jak otwarcie starego kufra na strychu – dopóki stoi zamknięty, czujemy jego ciężar, choć nie wiemy, co jest w środku. Gdy zajrzymy do środka, możemy zdecydować, co zatrzymać, a co odłożyć.
Pomaga w tym rozmowa – zarówno w rodzinie, jak i w gabinecie terapeutycznym. Ważne jest, by stworzyć przestrzeń, w której można mówić o trudnych przeżyciach bez lęku i wstydu. Równie istotne jest uczenie dzieci, że emocje – nawet te bolesne – są naturalne i potrzebne.
Nie można zmienić historii, ale można zmienić sposób, w jaki się ją przechowuje i przekazuje. Wtedy emocjonalny bagaż nie musi stać się ciężarem kolejnego pokolenia, lecz może zostać przekształcony w źródło siły, zrozumienia i empatii.
Podsumowanie
Trauma pokoleniowa to zjawisko realne i obecne w wielu rodzinach. Przekazujemy dzieciom emocjonalny bagaż nie przez złe intencje, lecz dlatego, że sami go nosimy. Jednak świadomość, otwartość i praca nad sobą pozwalają ten cykl przerwać. Nasze dzieci mogą dostać od nas nie tylko cień dawnych doświadczeń, ale także światło – w postaci akceptacji, bezpieczeństwa i miłości. To od nas zależy, co włożymy do ich plecaka na drogę życia.




